Plac zabaw w Parku Lotników.
Wrażenie Kacpra bardzo pozytywne. Dużo różnych zjezdżalni, torów przeszkód. Wszystko w otoczeniu pięknego parku. Myślałam, że posiedzę tam z godzinkę i wrócę do domu lub pojadę do innego parku czy na inny plac zabaw. Jednak Kacper poznał tam kolegę Winiego. Radosny chłopiec choć młodszy od Kacpra to dużo bardziej odważniejszy, sam podszedł i zaprosił do zabawy mojego brata.
Dla dorosłych znajdzie się tam dużo ławek. W okolicy jest stadion Kraków Arena, który też może być obiektem naszego zainteresowania w trakcie spacerku w parku. My z Kacprem byliśmy nim szczególnie zainteresowani, dlatego że w tym roku odbywały się tam Mistrzostwa Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn, a my baaaaardzo lubimy siatkówkę. Wszystko za sprawą naszego taty - siatkarza amatora, który gdyby nie moje narodziny mógłby grać na tych mistrzostwach :P albo przynajmniej na zawodach podobnej rangi, ale pewnie z 10 lat temu :D
Wracając do placu - niedaleko niego jest także centrum handlowe M1, w którym można zjeść lody lub jakaś inna przekąskę czy obiad.
Smoczy skwer na Krowodrza Górka
Kolejny fenomenalny plac zabaw. Pojechaliśmy na niego bardzo późno. Był dobrze oświetlony. Stoi pomiędzy blokami. Na pewno jest to bardzo komfortowe dla rodziców tam mieszkających, bo mogą kontrolować swoje pociechy z okien ;) ja mam mieszane uczucia, niby miło, że w samym mieście można znaleźć takie fajne miejsce, ja jednak czułam się jak w pułapce mając dookoła tyle blokowisk. Sam plac jak pisałam wcześniej fenomenalny. Dużo różnych rzeczy. Zjeżdżalnie, drążki, huśtawki i wiele, wiele więcej. Jest tu tyle różności, że wątpię aby dzieci dały wam szybko stamtąd wyjść :) polecam bardzo serdecznie. Dodatkowym plusem jest dojazd, zaraz po drugiej strony ulicy jest pętla komunikacji miejskiej, a dzielnica Krowodrza Górka jest bardzo dobrze skomunikowana, więc z każdego miejsca w Krakowie powinniście bez problemów tam dojechać.
Plac zabaw w Bochni.
Plac opisałam w poście odnoście tego miasta: http://podrozujemyzdzieckiem.blogspot.com/2014/09/okolice-krakow-podbijamy-bochnie.html. Jednak naprawdę polecam się tam wybrać. W życiu nie widziałam takiego ciekawego placu :)
Póki co tylko dwa place plus jeden w Bochni, ale nie liczy sie ilość, a jakość :) a na te nie możemy narzekać. W Malborku takich nie ma co dodatkowo urzeka. Jeśli odwiedzimy jeszcze jakieś fajne miejsca na pewno o tym napiszę ;)
blog KaCpErA - Małego Podróżnika
czwartek, 11 września 2014
niedziela, 7 września 2014
Okolice Kraków - podbijamy Bochnię! :)
Ze względu na zeszłoroczny pobyt Kacpra w Krakowie w trakcie którego on i tata zostali przetargani przeze mnie po całym Krakowie stwierdziłam, że wycieczki poza Kraków też wchodzą w grę. Oczywiście był Kryspinów i Zakopane, ale ze względu na jezioro i góry. Tu chodziło o typowe zwiedzanie. Celem zatem miała stać się miejscowość, w której jest co zobaczyć, najlepiej coś czego Kacper jeszcze nie widział, a dodatkowo niezbyt daleko od Krakowa, tak by spokojnie dojeżdżały do niej busy w także niezbyt długim czasie. Przez chwilę pomyślałam o Wieliczce. Jednak wejście z tego co pamiętałam jest dość drogie ( a my mieliśmy ograniczony budżet) i w dodatku bardzo długo się zwiedza. Dobrze znam swojego brata, byłam świadoma ze 3 godziny to dla niego za długo, tym bardziej w miejscu co do którego nie mogłam być pewna czy mu się spodoba. Od Wieliczki moje myśli powędrowały do Bochni. Słyszałam, że kopalnia jest dużo mniejsza, a mimo, że Bochnia dalej położona to nadal w granicach rozsądku.
Kopalnia.
Wysiadając z busa pokierował nas kierowca. Jednak gdyby nie on także łatwo by było trafić. Droga jest bowiem bardzo dobrze oznaczona. Jechaliśmy do Bochni jedynie z zamiarem zwiedzania kopalni, ale po drodze do niej wpadły nam w oko dodatkowe dwie atrakcje. O tym później ;)
Sama kopalnia naprawdę mała. Trasa turystyczna rozciąga się ledwo chyba na drodze jednego kilometra, ale obfituje w fajne atrakcje dla dzieci, a z których i dorośli będą mieć radochę. Jest przejazd podziemną kolejką, postacie historyczne mówiące do nas z obrazów, podróż w czasie i dobry duch wprowadzający nas w podróż. Muszę przyznać, że trafiliśmy na wspaniałego przewodnika. Młody, miły i charyzmatyczny. Zwiedzanie trwało 2,5 godziny wraz z 25 minutową przerwą.
Kacper przed wejściem do kopalni siedzący na kolejce wyglądającej jak ta podziemna :)
Ceny: ulgowy 29 zł, normalny niedużo więcej. Dodatkowo płatne jeśli chce się przepłynąć łódką. W kopalni można wypić dobra kawę latte za 7 zł oraz nieodpłatnie pobawić się z dzieckiem na placyku zabaw oraz pograć w gry planszowe.
Muzeum motyli.
Po drodze do kopalni kierunkowskazy kierowały również do muzeum motyli. W kopalni znaleźliśmy dodatkowo ulotkę o nim. To było przeznaczenie, musieliśmy do niego zajrzeć :) Muzeum to składa się z dwóch sal, na których łącznie znajduje się chyba ponad 3 tysiące motyli. Na miejscu udostępniane są lupy tak by można było przyjrzeć się każdemu szczegółowo. Kacper był zaciekawiony, ja zachwycona różnorodnością rozmiarów i kolorów ubarwienia. Pan na miejscu bardzo miły. Odpowiadał wnikliwie na nasze uporczywe pytania odnośnie technik łapania motyli :) Udzielił także wskazówek, które mamy zamiar w przyszłym roku wykorzystać :)
Ceny: ulgowy 9 zł, normalny 11 zł. Pocztówka 2 zł.
Plac zabaw.
Po drodze do kopalni, a zaraz przy muzeum motyli znajduje się drewniany plac zabaw. Jeśli mam być szczera to nigdy nie widziałam jeszcze tak fajnego placu zabaw. Wszystko wyglądało jak zabudowania rycerskie, jak zamki i fortece. Były to różne tory przeszkód, wieżyczki w których można było się wspinać. Szkoda, ze jestem taka stara, bo sama bym się pobawiła :) polecam każdemu!
Ogólnie od wyjścia z domu cala wycieczka zajęła nam ok. 7 godzin :) niby byliśmy zmęczeni po powrocie, ale i tak jeszcze zabraliśmy Tomka (mojego narzeczonego) i poszliśmy "do Smoka" ;)
Kopalnia.
Wysiadając z busa pokierował nas kierowca. Jednak gdyby nie on także łatwo by było trafić. Droga jest bowiem bardzo dobrze oznaczona. Jechaliśmy do Bochni jedynie z zamiarem zwiedzania kopalni, ale po drodze do niej wpadły nam w oko dodatkowe dwie atrakcje. O tym później ;)
Sama kopalnia naprawdę mała. Trasa turystyczna rozciąga się ledwo chyba na drodze jednego kilometra, ale obfituje w fajne atrakcje dla dzieci, a z których i dorośli będą mieć radochę. Jest przejazd podziemną kolejką, postacie historyczne mówiące do nas z obrazów, podróż w czasie i dobry duch wprowadzający nas w podróż. Muszę przyznać, że trafiliśmy na wspaniałego przewodnika. Młody, miły i charyzmatyczny. Zwiedzanie trwało 2,5 godziny wraz z 25 minutową przerwą.
Kacper przed wejściem do kopalni siedzący na kolejce wyglądającej jak ta podziemna :)
Ceny: ulgowy 29 zł, normalny niedużo więcej. Dodatkowo płatne jeśli chce się przepłynąć łódką. W kopalni można wypić dobra kawę latte za 7 zł oraz nieodpłatnie pobawić się z dzieckiem na placyku zabaw oraz pograć w gry planszowe.
Muzeum motyli.
Po drodze do kopalni kierunkowskazy kierowały również do muzeum motyli. W kopalni znaleźliśmy dodatkowo ulotkę o nim. To było przeznaczenie, musieliśmy do niego zajrzeć :) Muzeum to składa się z dwóch sal, na których łącznie znajduje się chyba ponad 3 tysiące motyli. Na miejscu udostępniane są lupy tak by można było przyjrzeć się każdemu szczegółowo. Kacper był zaciekawiony, ja zachwycona różnorodnością rozmiarów i kolorów ubarwienia. Pan na miejscu bardzo miły. Odpowiadał wnikliwie na nasze uporczywe pytania odnośnie technik łapania motyli :) Udzielił także wskazówek, które mamy zamiar w przyszłym roku wykorzystać :)
Ceny: ulgowy 9 zł, normalny 11 zł. Pocztówka 2 zł.
Plac zabaw.
Po drodze do kopalni, a zaraz przy muzeum motyli znajduje się drewniany plac zabaw. Jeśli mam być szczera to nigdy nie widziałam jeszcze tak fajnego placu zabaw. Wszystko wyglądało jak zabudowania rycerskie, jak zamki i fortece. Były to różne tory przeszkód, wieżyczki w których można było się wspinać. Szkoda, ze jestem taka stara, bo sama bym się pobawiła :) polecam każdemu!
Ogólnie od wyjścia z domu cala wycieczka zajęła nam ok. 7 godzin :) niby byliśmy zmęczeni po powrocie, ale i tak jeszcze zabraliśmy Tomka (mojego narzeczonego) i poszliśmy "do Smoka" ;)
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Kraków i okolice - góry!
Cześć!
Chciałabym napisać coś o tym co jest niezwykłe dla mieszkańców Pomorza takich jak ja i mój brat, czyli o górach. Trzeba ze wstydem przyznać, że gdy jechałam pierwszy raz w rejony Zakopanego jeszcze przed Krakowem zaczęły się dla mnie góry. Wtedy w tamtym momencie nie rozumiałam czemu moi znajomi śmiali się ze mnie mówiąc, że góry to jeszcze przed nami. Dopiero parę godzin później przekonałam się jak wyglądają góry ;)
Osobiście góry pokochałam i chciałam Kacprowi pokazać jak to wygląda i jak jest piękne.
Zakopane.
Pierwszą składową naszej górskiej wycieczki było Zakopane. Myślałam, że dojedziemy w południe i pewnie po paru godzinach będziemy się zbierać, że nie będzie tam co robić z dzieckiem. Jednak wrażenie było niesamowite. Było bardzo przejrzyste niebo i widać było wszystkie najmniejsze szczegóły gór. Kacper był zachwycony. Zatrzymaliśmy się coś zjeść na Krupówkach. Oczywiście było tam pełno ludzi przebranych za zwierzęta co było także atrakcją dla brata. Po jedzeniu pełni energii podeszliśmy pod Gubałówkę. Pogoda nie sprzyjała,a my nie posiadaliśmy odpowiedniego ubioru, więc wjechaliśmy tam kolejką.
Kolejne piękne widoki i sesja zdjęciowa by wszystko pokazać rodzicom po powrocie. Kacper był zadowolony, kupiliśmy pamiątki i trochę posiedzieliśmy. Koleżanka, która z nami pojechała dowiedziała się gdzie podają wielkie pączki na ciepło, więc po zjeździe kolejką w dół od razu podeszliśmy do tego miejsca. Kawiarnia nazywa się "Jagódka" i znajduje się na Krupówkach naprzeciw Super-Pharm. Podają tam największe pączki jakie w życiu widziałam! A w dodatku takie przepyszne! Jeśli jeszcze kiedyś będę w Zakopanem to na pewno tam pójdę, a pewnie jeszcze wezmę sobie drugiego na wynos :D
Akurat w Zakopanem była także wystawa budowli z klocków LEGO. Kacper akurat jest na etapie Lego Chima i Lego Ninjago, więc to musiał być nasz przystanek. Bilety trochę za drogie w stosunku do tego co tam było, ale może to tylko moje zdanie. Oczywiście doceniam dzieło i rozumiem jaki to był wysiłek, ale no cóż, dorośli pewnie tego tak nie docenią jak dzieci :) Kacper był zachwycony, były wystawy na których można było wprawić w ruch samoloty, kolejki.
Ceny: wystawa Lego 12 zł, wielki pyszny pączek 4,5 zł, wjazd i zjazd na Gubałówkę ulgowy 16 zł/normalny 20 zł.
Trasa piesza górska: Poręba - schronisko PTTK Kudłacze - Sucha Polana - Kamienniki - Poręba
Korzystając, że jest święto i wszyscy jesteśmy razem, tzn. ja, Kacper i mój narzeczony stwierdziliśmy, że przydałaby się jakaś wycieczka. Mój narzeczony stwierdził, że moglibyśmy przejść się w góry. Znaleźliśmy więc jakieś trasy blisko Krakowa, a dokładnie w okolicach Myślenic. Szukając w internecie trafiliśmy na informacje o schronisku PTTK Kudłacze, a jako, że znaleźliśmy mapę tras prowadzących do tegoż schroniska postanowiliśmy się tam wybrać. Mapa powiedziała nam, że przejdziemy trasę około 10 km w 3 godziny. Aplikacja, z której korzystałam pokazała nam, że przeszliśmy 12 km w 4 godziny plus godzinka przerw. Według tej aplikacji byliśmy na blisko 900 m npm, jednak z informacji na szlaku byliśmy na blisko 800 m npm w najwyższej położonym miejscu trasy. Nie wiadomo komu wierzyć :)
Trasa dla osób dorosłych bez większych trudności, jednak dla dziecka jak Kacper, które nigdy nie było w takich warunkach i które wszędzie jeździ autem było dość ciężko, ale narzekanie pojawiło się dopiero na około półtorej godziny przed metą. Myślę, że to i tak niezły wynik. Trasa ciężka pod względem podłoża, tylko kamienie! Bez odpowiednich butów ani rusz.
Schronisko bardzo przyjazne i ciekawie położone. Obsługa miła. Ciekawe menu. Na zewnątrz mały placyk zabaw. Bardzo polecam!
Chciałabym napisać coś o tym co jest niezwykłe dla mieszkańców Pomorza takich jak ja i mój brat, czyli o górach. Trzeba ze wstydem przyznać, że gdy jechałam pierwszy raz w rejony Zakopanego jeszcze przed Krakowem zaczęły się dla mnie góry. Wtedy w tamtym momencie nie rozumiałam czemu moi znajomi śmiali się ze mnie mówiąc, że góry to jeszcze przed nami. Dopiero parę godzin później przekonałam się jak wyglądają góry ;)
Osobiście góry pokochałam i chciałam Kacprowi pokazać jak to wygląda i jak jest piękne.
Zakopane.
Pierwszą składową naszej górskiej wycieczki było Zakopane. Myślałam, że dojedziemy w południe i pewnie po paru godzinach będziemy się zbierać, że nie będzie tam co robić z dzieckiem. Jednak wrażenie było niesamowite. Było bardzo przejrzyste niebo i widać było wszystkie najmniejsze szczegóły gór. Kacper był zachwycony. Zatrzymaliśmy się coś zjeść na Krupówkach. Oczywiście było tam pełno ludzi przebranych za zwierzęta co było także atrakcją dla brata. Po jedzeniu pełni energii podeszliśmy pod Gubałówkę. Pogoda nie sprzyjała,a my nie posiadaliśmy odpowiedniego ubioru, więc wjechaliśmy tam kolejką.
Kolejne piękne widoki i sesja zdjęciowa by wszystko pokazać rodzicom po powrocie. Kacper był zadowolony, kupiliśmy pamiątki i trochę posiedzieliśmy. Koleżanka, która z nami pojechała dowiedziała się gdzie podają wielkie pączki na ciepło, więc po zjeździe kolejką w dół od razu podeszliśmy do tego miejsca. Kawiarnia nazywa się "Jagódka" i znajduje się na Krupówkach naprzeciw Super-Pharm. Podają tam największe pączki jakie w życiu widziałam! A w dodatku takie przepyszne! Jeśli jeszcze kiedyś będę w Zakopanem to na pewno tam pójdę, a pewnie jeszcze wezmę sobie drugiego na wynos :D
Akurat w Zakopanem była także wystawa budowli z klocków LEGO. Kacper akurat jest na etapie Lego Chima i Lego Ninjago, więc to musiał być nasz przystanek. Bilety trochę za drogie w stosunku do tego co tam było, ale może to tylko moje zdanie. Oczywiście doceniam dzieło i rozumiem jaki to był wysiłek, ale no cóż, dorośli pewnie tego tak nie docenią jak dzieci :) Kacper był zachwycony, były wystawy na których można było wprawić w ruch samoloty, kolejki.
Ceny: wystawa Lego 12 zł, wielki pyszny pączek 4,5 zł, wjazd i zjazd na Gubałówkę ulgowy 16 zł/normalny 20 zł.
Trasa piesza górska: Poręba - schronisko PTTK Kudłacze - Sucha Polana - Kamienniki - Poręba
Korzystając, że jest święto i wszyscy jesteśmy razem, tzn. ja, Kacper i mój narzeczony stwierdziliśmy, że przydałaby się jakaś wycieczka. Mój narzeczony stwierdził, że moglibyśmy przejść się w góry. Znaleźliśmy więc jakieś trasy blisko Krakowa, a dokładnie w okolicach Myślenic. Szukając w internecie trafiliśmy na informacje o schronisku PTTK Kudłacze, a jako, że znaleźliśmy mapę tras prowadzących do tegoż schroniska postanowiliśmy się tam wybrać. Mapa powiedziała nam, że przejdziemy trasę około 10 km w 3 godziny. Aplikacja, z której korzystałam pokazała nam, że przeszliśmy 12 km w 4 godziny plus godzinka przerw. Według tej aplikacji byliśmy na blisko 900 m npm, jednak z informacji na szlaku byliśmy na blisko 800 m npm w najwyższej położonym miejscu trasy. Nie wiadomo komu wierzyć :)
Trasa dla osób dorosłych bez większych trudności, jednak dla dziecka jak Kacper, które nigdy nie było w takich warunkach i które wszędzie jeździ autem było dość ciężko, ale narzekanie pojawiło się dopiero na około półtorej godziny przed metą. Myślę, że to i tak niezły wynik. Trasa ciężka pod względem podłoża, tylko kamienie! Bez odpowiednich butów ani rusz.
Schronisko bardzo przyjazne i ciekawie położone. Obsługa miła. Ciekawe menu. Na zewnątrz mały placyk zabaw. Bardzo polecam!
czwartek, 14 sierpnia 2014
Kraków bez dostępu do morza, a i tak można bawić się nad wodą!
Naszą wyprawę otworzyliśmy wyspaniem się i wyjazdem NAD WODĘ. Ogólnie okolica Krakowa nie jest bogata w jeziora i inne akweny, jednak jest ich parę i szczególnie jeden chętnie polecę dla osób szukających atrakcji dla swoich pociech.
Bagry.
Miejsce, które w ogóle do mnie nie przemawia. Od strony Małego Płaszowa znajduje się wejście, które nie ma plaży (rozumiem przez to brak piasku), ma za to sklepik, w którym można kupić frytki, zapiekanki i hot-dogi. Żadnej opieki ratowników, woda niezbyt przyjazna, dość głęboka. Kąpie się tam bardzo dużo ludzi, ponieważ jest to praktycznie w samym centrum dużej dzielnicy jaką jest Bieżanów. Ja sama po kąpieli w tej wodzie nabawiłam się wysypki na rekach i szyi, która musiała być leczona sterydami. Z informacji jakie posiadam w poprzedzających latach zbiornik ten był nieraz zamykany przez sanepid.
Podsumowanie: darmowa "plaża", na której można się poopalać to jedyna atrakcja, a zatem z dziećmi nie jest to zbyt komfortowe i przyjemne miejsce. Osobiście pojadę tam tylko jeśli będę musiała i na pewno nie wejdę do tej wody drugi raz!
Kryspinów.
Zalew ten odwiedzam co roku od 4 lat. Do zeszłego roku przyjeżdżaliśmy tam autem z kierunku Balic, potem stawialiśmy je na parkingu (10 zł jednak w tym roku chyba jest drożej). Jednak w tym roku auto stoi w warsztacie i byliśmy zmuszeni do jazdy busem. Muszę przyznać, że to bardzo dobre rozwiązanie. Od teraz będę korzystać tylko z niego! Z Krakowa jeździ wielu przewoźników, busiki są przyjemne, klimatyzowane, odjeżdżają średnio co 20-40 minut. Dowożą co prawda do miejsca z którego jest jeszcze około 5 minut na nogach, ale to naprawdę nie jest wielkim problemem. Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 3,50 zł, Kacper jako 5-latek jechał za darmo.
Wejście nad zalew od knajpy "Pod sosnami" jest wejściem jakie spotkamy nad większością takich zbiorników. Trochę piasku, wokół jakieś bary z frytkami. Woda przyjemna, nie za brudna, jednak szybko robi się głęboko. Na dzieci trzeba tu bardzo uważać, najlepiej nie spuszczać ich z wzroku. Plaża jest dość wąska i dodatkowo możemy nie znaleźć miejsca blisko wody tak by swobodnie przyglądać się naszym pociechom w trakcie ich pluskania się.
Jednak w tym roku "odkryliśmy" wejście od drugiej strony wioski tam gdzie wysadził nas busik. Wejście przystosowane do pobytu z dziećmi. Szeroka plaża i świetne wejście do wody. Przeźroczysta woda, miły piasek, ratownicy oraz darmowa zjeżdżalnia w wodzie. Woda płatka nawet wiele metrów od brzegu. Można swobodnie przejść na wyspę, która znajduje się na zalewie. Średniej wysokości człowiek ma tam wodę co najwyżej po szyję. Bardzo spodobało nam się to miejsce.
Ceny: normalny 12 zł, ulgowy do 15 lat 8 zł, rodzinny (2+1) 20 zł. Dodatkowo można za małe pieniądze zjeść dobre jedzonko, bardzo syte w barze "Pod sosnami", o którym wspomniałam wcześniej.
Podsumowanie: Mimo, że plaża nie jest darmowa to cena nie zwala z nóg, a miejsce przystosowane idealnie do zabaw nawet z najmłodszymi dziećmi, rodzice mogą obserwować zabawę z plaży jednocześnie się opalając, a dodatkowo na dzieci spoglądają także ratownicy. Polecam z całego serca!
Inne wodne atrakcje.
Oczywiście AQUAPARK. Muszę przyznać, że ciężko mi być obiektywną. Moim pierwszym aquaparkiem był ten w Sopocie i niestety po zakochaniu się w nim nic już mi nie odpowiada :)
Jednak muszę powiedzieć, że w Krakowie jest lepszy brodzik, fajne zjeżdżalnie i efekt fal jak na morzu.
Kupiliśmy bilet na dwie godziny po ok. 26 zł za osobę (wzięliśmy bilet rodzinny za 78 zł). Niestety dwie godziny to za mało, a następny bilet to już całodobowy, a to by się nam nie opłacało.
Dla ludzi nieznających Krakowa chciałam powiedzieć, że nie przejmujcie się jeśli nie macie połączenia komunikacją miejską bezpośrednio na przystanek Park Wodny! Można dojechać na przystanek Bora-Komorowskiego, wtedy trzeba jedynie tylko przejść za centrum handlowe "Krokus" i już jesteście :)
wszystkie inne informacje na temat aquaparku znajdziecie na stronie:
Bagry.
Miejsce, które w ogóle do mnie nie przemawia. Od strony Małego Płaszowa znajduje się wejście, które nie ma plaży (rozumiem przez to brak piasku), ma za to sklepik, w którym można kupić frytki, zapiekanki i hot-dogi. Żadnej opieki ratowników, woda niezbyt przyjazna, dość głęboka. Kąpie się tam bardzo dużo ludzi, ponieważ jest to praktycznie w samym centrum dużej dzielnicy jaką jest Bieżanów. Ja sama po kąpieli w tej wodzie nabawiłam się wysypki na rekach i szyi, która musiała być leczona sterydami. Z informacji jakie posiadam w poprzedzających latach zbiornik ten był nieraz zamykany przez sanepid.
Podsumowanie: darmowa "plaża", na której można się poopalać to jedyna atrakcja, a zatem z dziećmi nie jest to zbyt komfortowe i przyjemne miejsce. Osobiście pojadę tam tylko jeśli będę musiała i na pewno nie wejdę do tej wody drugi raz!
Kryspinów.
Zalew ten odwiedzam co roku od 4 lat. Do zeszłego roku przyjeżdżaliśmy tam autem z kierunku Balic, potem stawialiśmy je na parkingu (10 zł jednak w tym roku chyba jest drożej). Jednak w tym roku auto stoi w warsztacie i byliśmy zmuszeni do jazdy busem. Muszę przyznać, że to bardzo dobre rozwiązanie. Od teraz będę korzystać tylko z niego! Z Krakowa jeździ wielu przewoźników, busiki są przyjemne, klimatyzowane, odjeżdżają średnio co 20-40 minut. Dowożą co prawda do miejsca z którego jest jeszcze około 5 minut na nogach, ale to naprawdę nie jest wielkim problemem. Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 3,50 zł, Kacper jako 5-latek jechał za darmo.
Wejście nad zalew od knajpy "Pod sosnami" jest wejściem jakie spotkamy nad większością takich zbiorników. Trochę piasku, wokół jakieś bary z frytkami. Woda przyjemna, nie za brudna, jednak szybko robi się głęboko. Na dzieci trzeba tu bardzo uważać, najlepiej nie spuszczać ich z wzroku. Plaża jest dość wąska i dodatkowo możemy nie znaleźć miejsca blisko wody tak by swobodnie przyglądać się naszym pociechom w trakcie ich pluskania się.
Jednak w tym roku "odkryliśmy" wejście od drugiej strony wioski tam gdzie wysadził nas busik. Wejście przystosowane do pobytu z dziećmi. Szeroka plaża i świetne wejście do wody. Przeźroczysta woda, miły piasek, ratownicy oraz darmowa zjeżdżalnia w wodzie. Woda płatka nawet wiele metrów od brzegu. Można swobodnie przejść na wyspę, która znajduje się na zalewie. Średniej wysokości człowiek ma tam wodę co najwyżej po szyję. Bardzo spodobało nam się to miejsce.
Ceny: normalny 12 zł, ulgowy do 15 lat 8 zł, rodzinny (2+1) 20 zł. Dodatkowo można za małe pieniądze zjeść dobre jedzonko, bardzo syte w barze "Pod sosnami", o którym wspomniałam wcześniej.
Podsumowanie: Mimo, że plaża nie jest darmowa to cena nie zwala z nóg, a miejsce przystosowane idealnie do zabaw nawet z najmłodszymi dziećmi, rodzice mogą obserwować zabawę z plaży jednocześnie się opalając, a dodatkowo na dzieci spoglądają także ratownicy. Polecam z całego serca!
Inne wodne atrakcje.
Oczywiście AQUAPARK. Muszę przyznać, że ciężko mi być obiektywną. Moim pierwszym aquaparkiem był ten w Sopocie i niestety po zakochaniu się w nim nic już mi nie odpowiada :)
Jednak muszę powiedzieć, że w Krakowie jest lepszy brodzik, fajne zjeżdżalnie i efekt fal jak na morzu.
Kupiliśmy bilet na dwie godziny po ok. 26 zł za osobę (wzięliśmy bilet rodzinny za 78 zł). Niestety dwie godziny to za mało, a następny bilet to już całodobowy, a to by się nam nie opłacało.
Dla ludzi nieznających Krakowa chciałam powiedzieć, że nie przejmujcie się jeśli nie macie połączenia komunikacją miejską bezpośrednio na przystanek Park Wodny! Można dojechać na przystanek Bora-Komorowskiego, wtedy trzeba jedynie tylko przejść za centrum handlowe "Krokus" i już jesteście :)
wszystkie inne informacje na temat aquaparku znajdziecie na stronie:
środa, 13 sierpnia 2014
Zaczynamy! bo naszą inspiracją są pełne wrażeń wakacje ;)
Cześć!
Nazywam się Daria i w imieniu moim i mojego brata będę opisywać nasze przygody.
Mój brat Kacper ma 5 lat i ciągle poszukuje nowych wrażeń. Nie ma z nim spokoju, ciągle coś mówi, dopytuje o szczegóły, biega i skacze. Ciężko czasami nad nim zapanować. Jest między nami 18 lat różnicy. Urodził się w momencie, gdy zaczynałam klasę maturalną. Jesteśmy z Malborka, ale ja większość czasu spędzam w Krakowie gdzie studiuję. Przez moją decyzję o studiowaniu tak daleko od miejsca zamieszkania z moim małym braciszkiem widuję się bardzo rzadko - ok. raz na miesiąc przez 3 dni. Jednak Kacper jest już na tyle duży, że można go zabierać na wycieczki. W tym roku wyjątkowo rodzice pozwolili wspólnie mi i Kacprowi jechać na wakacje do Krakowa. Tu po czterech dniach pełnych atrakcji wpadłam na pomysł aby opisywać nasze przygody. Stało się tak dlatego, że nieczęsto natykamy się na problem znalezienia odpowiednich atrakcji dla "naszych" pociech. Muzea, parki i inne rzeczy, które zaciekawią dorosłych niekoniecznie zaciekawią dzieci. To było dla mnie inspiracją, ponieważ ja znalazłam takie miejsca i z chęcią Wam je opiszę, pokażę, napiszę ile kosztują i polecę miejsca w które warto się udać. Nasze wyprawy znajdują różne miejsca - Gdańsk, Malbork, Kraków i ich okolice. Zaglądajcie tu, a może znajdziecie coś dla siebie i będzie to na tyle ciekawe, że zadowolicie wszystkich uczestników swoich wypraw.
.................................................................................................................................
Ach, cudowna idea. Kacper na tyle duży, że mogę go zabrać sama do Krakowa. <- tak sobie pomyślałam jakoś na początku sierpnia, gdy wakacje dobiegły połowy. Rodzice się zgodzili, choć trochę z ciężkim sercem. Niby jestem dorosła, ale wiadomo oboje jesteśmy ich dziećmi i się o nas martwią :) choć niepotrzebnie :P Największym wyzwaniem całego tripu była podróż pociągiem. Niestety, PKP nie zachwyca rozkładem pociągów Malbork-Kraków. Wybraliśmy 8-godzinną podróż w dzień. Było ciężko, tyle mogę wyznać. Jednak mój brat to silny chłopak i gdyby pociąg nie miał opóźnienia wytrwałby do końca podróży, jednak na ostatnie 45 minut zasnął. Sama mu to doradzałam, jednak troszeczkę się przeraziłam, gdy zobaczyłam tak bardzo znajome krakowskie budynki, a Kacper nie dał się dobudzić, spał jak kamień. Na szczęście przed samym dworcem się obudził i udało nam się dotrzeć do mieszkania.
Jeśli chcecie poznać fajne miejsca gdzie Wy i Wasze dzieci będziecie mieć niebywały ubaw zapraszam do kolejnych postów.
Nazywam się Daria i w imieniu moim i mojego brata będę opisywać nasze przygody.
Mój brat Kacper ma 5 lat i ciągle poszukuje nowych wrażeń. Nie ma z nim spokoju, ciągle coś mówi, dopytuje o szczegóły, biega i skacze. Ciężko czasami nad nim zapanować. Jest między nami 18 lat różnicy. Urodził się w momencie, gdy zaczynałam klasę maturalną. Jesteśmy z Malborka, ale ja większość czasu spędzam w Krakowie gdzie studiuję. Przez moją decyzję o studiowaniu tak daleko od miejsca zamieszkania z moim małym braciszkiem widuję się bardzo rzadko - ok. raz na miesiąc przez 3 dni. Jednak Kacper jest już na tyle duży, że można go zabierać na wycieczki. W tym roku wyjątkowo rodzice pozwolili wspólnie mi i Kacprowi jechać na wakacje do Krakowa. Tu po czterech dniach pełnych atrakcji wpadłam na pomysł aby opisywać nasze przygody. Stało się tak dlatego, że nieczęsto natykamy się na problem znalezienia odpowiednich atrakcji dla "naszych" pociech. Muzea, parki i inne rzeczy, które zaciekawią dorosłych niekoniecznie zaciekawią dzieci. To było dla mnie inspiracją, ponieważ ja znalazłam takie miejsca i z chęcią Wam je opiszę, pokażę, napiszę ile kosztują i polecę miejsca w które warto się udać. Nasze wyprawy znajdują różne miejsca - Gdańsk, Malbork, Kraków i ich okolice. Zaglądajcie tu, a może znajdziecie coś dla siebie i będzie to na tyle ciekawe, że zadowolicie wszystkich uczestników swoich wypraw.
.................................................................................................................................
Ach, cudowna idea. Kacper na tyle duży, że mogę go zabrać sama do Krakowa. <- tak sobie pomyślałam jakoś na początku sierpnia, gdy wakacje dobiegły połowy. Rodzice się zgodzili, choć trochę z ciężkim sercem. Niby jestem dorosła, ale wiadomo oboje jesteśmy ich dziećmi i się o nas martwią :) choć niepotrzebnie :P Największym wyzwaniem całego tripu była podróż pociągiem. Niestety, PKP nie zachwyca rozkładem pociągów Malbork-Kraków. Wybraliśmy 8-godzinną podróż w dzień. Było ciężko, tyle mogę wyznać. Jednak mój brat to silny chłopak i gdyby pociąg nie miał opóźnienia wytrwałby do końca podróży, jednak na ostatnie 45 minut zasnął. Sama mu to doradzałam, jednak troszeczkę się przeraziłam, gdy zobaczyłam tak bardzo znajome krakowskie budynki, a Kacper nie dał się dobudzić, spał jak kamień. Na szczęście przed samym dworcem się obudził i udało nam się dotrzeć do mieszkania.
A tu specjalnie dla Was zdjęcie śpiącego w pociągu Kacpra ;) :D
Jeśli chcecie poznać fajne miejsca gdzie Wy i Wasze dzieci będziecie mieć niebywały ubaw zapraszam do kolejnych postów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














