Ze względu na zeszłoroczny pobyt Kacpra w Krakowie w trakcie którego on i tata zostali przetargani przeze mnie po całym Krakowie stwierdziłam, że wycieczki poza Kraków też wchodzą w grę. Oczywiście był Kryspinów i Zakopane, ale ze względu na jezioro i góry. Tu chodziło o typowe zwiedzanie. Celem zatem miała stać się miejscowość, w której jest co zobaczyć, najlepiej coś czego Kacper jeszcze nie widział, a dodatkowo niezbyt daleko od Krakowa, tak by spokojnie dojeżdżały do niej busy w także niezbyt długim czasie. Przez chwilę pomyślałam o Wieliczce. Jednak wejście z tego co pamiętałam jest dość drogie ( a my mieliśmy ograniczony budżet) i w dodatku bardzo długo się zwiedza. Dobrze znam swojego brata, byłam świadoma ze 3 godziny to dla niego za długo, tym bardziej w miejscu co do którego nie mogłam być pewna czy mu się spodoba. Od Wieliczki moje myśli powędrowały do Bochni. Słyszałam, że kopalnia jest dużo mniejsza, a mimo, że Bochnia dalej położona to nadal w granicach rozsądku.
Kopalnia.
Wysiadając z busa pokierował nas kierowca. Jednak gdyby nie on także łatwo by było trafić. Droga jest bowiem bardzo dobrze oznaczona. Jechaliśmy do Bochni jedynie z zamiarem zwiedzania kopalni, ale po drodze do niej wpadły nam w oko dodatkowe dwie atrakcje. O tym później ;)
Sama kopalnia naprawdę mała. Trasa turystyczna rozciąga się ledwo chyba na drodze jednego kilometra, ale obfituje w fajne atrakcje dla dzieci, a z których i dorośli będą mieć radochę. Jest przejazd podziemną kolejką, postacie historyczne mówiące do nas z obrazów, podróż w czasie i dobry duch wprowadzający nas w podróż. Muszę przyznać, że trafiliśmy na wspaniałego przewodnika. Młody, miły i charyzmatyczny. Zwiedzanie trwało 2,5 godziny wraz z 25 minutową przerwą.
Kacper przed wejściem do kopalni siedzący na kolejce wyglądającej jak ta podziemna :)
Ceny: ulgowy 29 zł, normalny niedużo więcej. Dodatkowo płatne jeśli chce się przepłynąć łódką. W kopalni można wypić dobra kawę latte za 7 zł oraz nieodpłatnie pobawić się z dzieckiem na placyku zabaw oraz pograć w gry planszowe.
Muzeum motyli.
Po drodze do kopalni kierunkowskazy kierowały również do muzeum motyli. W kopalni znaleźliśmy dodatkowo ulotkę o nim. To było przeznaczenie, musieliśmy do niego zajrzeć :) Muzeum to składa się z dwóch sal, na których łącznie znajduje się chyba ponad 3 tysiące motyli. Na miejscu udostępniane są lupy tak by można było przyjrzeć się każdemu szczegółowo. Kacper był zaciekawiony, ja zachwycona różnorodnością rozmiarów i kolorów ubarwienia. Pan na miejscu bardzo miły. Odpowiadał wnikliwie na nasze uporczywe pytania odnośnie technik łapania motyli :) Udzielił także wskazówek, które mamy zamiar w przyszłym roku wykorzystać :)
Ceny: ulgowy 9 zł, normalny 11 zł. Pocztówka 2 zł.
Plac zabaw.
Po drodze do kopalni, a zaraz przy muzeum motyli znajduje się drewniany plac zabaw. Jeśli mam być szczera to nigdy nie widziałam jeszcze tak fajnego placu zabaw. Wszystko wyglądało jak zabudowania rycerskie, jak zamki i fortece. Były to różne tory przeszkód, wieżyczki w których można było się wspinać. Szkoda, ze jestem taka stara, bo sama bym się pobawiła :) polecam każdemu!
Ogólnie od wyjścia z domu cala wycieczka zajęła nam ok. 7 godzin :) niby byliśmy zmęczeni po powrocie, ale i tak jeszcze zabraliśmy Tomka (mojego narzeczonego) i poszliśmy "do Smoka" ;)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz